piątek, 16 listopada 2012

The World Is Not Enough


W mijającym tygodniu podczas porannej pobudki towarzyszyła mi radiowa audycja Przewodnik nowoczesnego rolnika. I po prawdzie, tak przyznaję, podczas tych wykładów myłam się, ubierałam, jadłam i się czesałam… ale żeby dopiero po trzech dniach zauważyć, że to wciąż leci powtórka (jednego i niezmiennie, co do słowa!, tego samego) programu, to naprawdę trzeba mieć… solidnie zaimpregnowane uszy.
Choć zdarza się, że niektóre wieści (przez wzmożoną częstotliwość występowania w eterze) jeszcze się na nich osadzają.
Np. oprócz tych porannych, że hodowla alpak jest bardziej opłacalna od hodowli owiec, a uprawa rokitnika – intratną być może. To też i ten news, że 21 grudnia będzie koniec świata.

I znowu się wszyscy tą przepowiednią podniecają.
Nie wiem dlaczego.
Wełniste alpaki są zdecydowanie bardziej ekscytujące.

Ile końców ma świat? W tej materii, jestem pewna, że kija na łeb bije.
W końcu już kilka jego końców przeżyłam. Co nie do końca jest dla mnie powodem do dumy. I czuję się trochę, jak kleszcz, wesz, albo inna pasożytnicza menda, która perfekcyjnie  opanowała trwanie.
Z drugiej zaś strony,  bycie zwiewnym płomieniem świecy, który gaśnie w pierwszym lepszym przeciągu - też nie do końca mi odpowiada.
Ale w końcu…
21ego, mówicie?

Ja ma pewniejszą wróżbę końca wcześniejszego.

Bo zaprawdę do końca zbliża się ta notka,
a końcem jej będzie
mała czarna kropka. 

środa, 14 listopada 2012

EXIT, czyli wyjście po angielsku


Czuję przemożną chęć obgadania sąsiadów. Zwłaszcza, że mam o nich dość mgliste pojęcie, co obmowie wspaniałomyślnie sprzyja.

Sąsiadów rzadko widuję, jednakowoż wiem, że są.
A są niczym prezenterzy radiowi.
Niewidoczni i wyraźnie słyszalni.
Z tym, że 
radio w swej łaskawości daje opcję ustawiania natężenia dźwięku.
Co się zaś tyczy pokrętła do ściszania sąsiedztwa -
poszukiwania wciąż trwają.

Dwoję się i troję w tym śledztwie,
zwłaszcza wówczas, gdy boczną klatkę schodową (która bardzo szczęśliwie sąsiaduje z moją ścianą) pokonuje w dół olbrzymia istota radosnego usposobienia (które wróżę z jej niezwykłej i niegasnącej skoczności). Sadzi ci ona, przez parę dobrych pięter!, gromkie susy długości kilku stopni, zamykając całą tę dudniącą kompozycję dobitnym trzaskiem drzwi. Ten ostatni akcent zawsze stawia na nogi me kruche serce, bo niezmiennie brzmi, jak strzał z pistoletu. I TO TAK WIERNIE, 
że kiedy potem na klatkę schodową wychodzę ja, 
robię to bezszelestnie i tak szybko, jak tylko się da

Zapis nutowy mojego wyjścia
To pusta pięciolinia

Cicho i w mig daję w świeże powietrze nura,
By przypadkiem
w kącie klatki
nie ujrzeć
zabitego kangura.
:)

piątek, 9 listopada 2012

Dzień dobry, czy pan zapłacił już za psa?


Codziennie w drodze do pracy zmuszona jestem przecinać nożycami nóg swoich mały skwer.
Czynię to zawsze z duszą na ramieniu, gdyż i bo każdego ranka spotykam tam hasające dwa wielkie psy, których właściciel jest zbyt leniwy, by o świcie ze smyczą ganiać razem z nimi.
Duży pies w moim słowniku zaczyna się od chihuahua, więc wyobraźcie sobie grozę jaka mnie ogarnia, gdy nadziewam się na dobrze wykarmionego wilczura - guten tag - niemieckiego pędzącego pod ramię z, zaprawdę gargantuicznym!, golden retrieverem. Oba pląsają sobie beztrosko, aż ziemia dudni, a ja na paluszkach niosę swą głowę na tacy szyi z modlitwą, by te potwory się na mnie nie rzuciły:)

Pies jest najlepszym przyjacielem człowieka.
Ja, nie chwaląc się, znam lepszych. 
Nie gryzą, nie opróżniają się na trawniku i nigdy na mnie nie szczekają.   

Nie sądzę, by kiedykolwiek dane mi było zadzierzgnąć tę tak głośno opiewaną więź z tym stworzeniem.

Mówią mi, że nie wiem, co tracę.
Być może.
Ale bardzo dobrze wiem, ile zyskuję.
55 złotych rocznie
A jeśli dołączymy do tego me oszczędności na papierosach
No
To naprawdę
spokojnie mogę w ten weekend pozwolić sobie na zakup świętomarcińskiego rogala:)
A gdyby wprowadzono podwyżkę podatku za psa
to rogali kupiłabym, śmiało!, z kilogramy dwa!!!


środa, 7 listopada 2012

Niekochana


Po krótkim świątecznym czasie, w którym to w drodze do pracy byłam torpedą, rakietą… ŚWIATŁEM!; Po tych kilku chwilach szpanu, przyszedł czas posuchy. Oto nowy rozkład jazdy MPK zasiadł na tronie i w pierwszym królewskim odruchu ośmielił się zdegradować mnie do pozycji refleksyjnego ślimaka. REFLEKSYJNEGO! Jeśli z prawdziwą empatią wspomnicie mą wcześniejszą godność pocisku, to poczujecie wyraźnie z ilu stołków spadłam.
Teraz rącza jazda do pracy przeszła w ciężki chód robotniczy.
W strugach deszczu i pod wiatr, oczywiście!, bo pogoda, podobnie jak nowy rozkład, mi nie sprzyja.

Ponoć, kto kocha, nie będzie kazał ci czekać.
JEDNAKOWOŻ,
współgrając z innym powiedzeniem,
jeśli ty kochasz, to i tak poczekasz

W ciągu minionych dni dowiodłam swej bezgranicznej miłości do komunikacji miejskiej,
niestety równocześnie dowiedziałam się,
że nie mam co liczyć na wzajemność.

Więc leżę teraz ledwo żywa
Taka odrzucona,
bezlitośnie mentalnie skopana
I nic mnie nie obchodzi,
że wygrywa Barack Obama

:P