środa, 25 maja 2011

Kalkulacja

Po korytarzach mojego służbowego budynku kręci się dziennie około 1000 osób.
Tysiąc ów ma do dyspozycji parę toalet, a w nich, od wczoraj, ani jednej rolki papieru toaletowego.

Właśnie przyszedł do mnie portier i wepchnął mi do ręki jedną białą bezcenną rolkę przy akompaniamencie konspiracyjnego szeptu: „to dla pani”.

Dziękuję za uwagę.

poniedziałek, 23 maja 2011

uderz w stół, a ja się obudzę

Jestem dziewczyną Szyca. Tak. Borysa Szyca. Borys jest kucharzem, a czas wolny spędza jako pilot w małej awionetce. Ahoj Borysku! Właśnie przelatuje nad moim podwórkiem. A ja stoję z zadartą głową (i bólem szyi) i z zachwytem oglądam jego niebiańskie popisy. Oprócz mnie na placu widać też wielki, prze-o-gro-mny, drewniany stół. Żadnego domu, ogródka, czy choćby budy dla psa. Tylko stół. Stół gigant i ja.
W pewnym momencie awionetka zaczyna tracić siły, aż w końcu, przeszywszy niebo koślawym szlakiem, uderza nosem w ziemię, poza granicami mojego podwórka. Wpadam w szał. Chcę tam podbiec, ale nie mogę się wydostać, jestem otoczona ażurowym murem, który nie ma żadnej furtki. Nagle obok mnie materializuje się mój brat (może wyskoczył zza jednej z olbrzymich czterech drewnianych nóg???) i próbuje mnie siłą odciągnąć od widoku spalającego się samolotu. Niestety kiepsko mu to idzie. I kiedy szarpię i prawie gryzę betonowe ogrodzenie, spektakularnie wkracza palec boży, który umie dłubać, i który wie, że nic tak dobrze nie wydrąży żałoby i depresji z człowieka, jak nagłe niebezpieczeństwo, które dowiedzie mu, że pomimo strasznej tragedii, jaka mu się przydarzyła - wciąż tli się w nim chęć do życia. I OTO NAGLE, podnosimy głowę, a z nieba leci na nas, na nasze podwórko wielka cysterna. Koszmarna, złowrogo błyszcząca cysterna. Nic do siebie nie mówimy, ale wiemy. Tak. WIEMY, że to cysterna pełna paliwa (cóż bowiem innego lecieć z nieba może, skoro była szarańcza i żaby były???;)))). Zaczynamy się miotać po tej zagrodzie bez wyjścia w poszukiwaniu jakiejś skrytej drogi ucieczki. Ale niestety. Nie udaje nam się namierzyć żadnego tajnego przejścia, a cysterna, obserwując nasze poczynania, nieuchronnie się zbliża, twardo trzymając kurs. W końcu postanawiamy schronić się pod gigantycznym stołem…

…i kiedy tak leżeliśmy, czekając na ostateczne uderzenie, na ostatnie bum i ryms - mój strach przekroczył wszelkie granice i uciekłam w rzeczywistość.
dzień dobry:)

piątek, 20 maja 2011

Bukiet

Zabójczo pachnie akacja
jest ciepło
jest jasno
jest maj

uderza mi do głowy słodka śmietanka najpiękniejszej pory roku.
Od wielkiej zielonej lipy dzieli mnie tylko służbowa szyba… piasek kwarcowy, węglany i tlenki… właściwie można powiedzieć, że siedzę pod lipą i pracowicie (ba!) wciągam aromat wakacji:)

Agnes Obel jest także dilerem tej słodkiej woni:)

czwartek, 19 maja 2011

Siurpryza

Św. Marcin dostał wczoraj swoje pięć minut i przeżył euforyczną chwilę, gdy przeszedł po nim tłum jakiego na co dzień nie ogląda. A wszystko dzięki uprzejmości jednego zielonego tramwaju ze stajni MPK, który uprzejmie zablokował tor w kierunku Starego Rynku.
Z rosnącego łańcuszka wagonów wysypywali się ludzie, a ulica świętomarcińska szumiała z rozkoszy pod ich stopami. Tylko na tyle może liczyć. Na traf. Na złośliwość rzeczy martwych. Na 11 listopada. Poza tym tylko ukradkowe spojrzenia zza szyb i lekkie łaskotki paru zabłąkanych stóp.

Dlatego, by podtrzymać ją na duchu, przewijam się po niej coraz częściej.
Bo fajna jest i zasługuje na więcej.
A i Ty przy okazji podeptaj jej grzbiet na szczęście:))))