sobota, 5 listopada 2011

M como muerte

Hanna M. musi umrzeć. To już przesądzone. I odwrotu nie ma.
Ćwierka już o tym każdy ptak i liść każdy o tym szumnie szumi.
I oto w odcinku, na którym (przez przypadek, a potem to już z ciekawości) spoczęło dziś moje oko, mąż rzeczonej Hanny wybiega w podskokach z domu, odciąga ją od pielenia grządek i bierze na spacer wśród śmiechów, pocałunków i zapewnień o miłości. Następnie ten sam mąż podarowuje Hance naszyjnik - kamień księżycowy (to kamień ochronny czule rzecze, ozdabiając dekolt żony). Dalej otwiera szampana, prosi żonę do tańca i hasa z nią beztrosko w sadzie…(sic!) gdyby w tym momencie kwiatki z owocowych drzewek zaczęły spadać im na głowy niczym weselne konfetti, dalibóg!, padłabym zemdlona i nie doczekała kolejnych scen. Ale niestety. Przetrwałam tę sielankę, by zobaczyć jak bezlitośni scenarzyści wbijają ostatni gwóźdź do trumny Hanny i rozwiewają wszelkie ewentualne wątpliwości, co do jej dalszego losu. Jeśli jeszcze ktoś się łudził, że Hanna M. jakimś cudem ocaleje. To niestety. Niech wie, że ostatnia scena dzisiejszego odcinka zatrzaskuje przed nią wszelkie furtki. Bo w ostatniej scenie scenarzyści pakują Hannę M. do samochodu w takim pośpiechu, by, o! nieszczęsna, zapomniała wziąć podarowanego wcześniej naszyjnika. TAK TEGO SAMEGO – O-CHRON-NE-GO…
I teraz uwaga na ten kadr: Mąż stoi w obłoku spalin niknącego w ciemnościach samochodu odjeżdżającej Hanny. Kamera najeżdża na jego wyciągniętą dłoń, na której wisi zapomniany talizman. Wisi i dynda, bezlitośnie odliczając ostatnie minuty życia Małgorzaty Kożuchowskiej w tym pięknym serialu...OMG
Czyż można było jaśniej dać widzowi do zrozumienia, że w następnej odsłonie główną rolę zagra kostucha?
Co za geniusz!
Doskonała popelina i amerykański szyk.
I nic nie pokolorowałam.
Słowo.

2 komentarze:

  1. Akurat na tej scenie przyłapałam Cię na oglądaniu losów Hanny M., więc potwierdzam - tak było! :P

    OdpowiedzUsuń
  2. hahaha no ba! Sama bym tak pięknych scen nie wymyśliła:)))

    OdpowiedzUsuń