i stało się.
i padłam ofiarą przeziębienia.
czaiło się ci ono na mnie od jakiegoś czasu w przegrzanych pociągach, w zainfekowanych oddechach współpracowników, w oknach, które słońce - bez znieczulenia operując po stronie południowej pociągów, tramwajów, biur... - na oścież uparcie otwierało, no i w zdziwieniu znajomych, że jak to możliwe, że nie choruję, spędzając tyle czasu w zmiennych warunkach atmosferycznych na przystankach w oczekiwaniu na spóźnione środki transportu, podróżując w kłębowisku ludzi, i urzędując bynajmniej nie na pustelni.
I tak oto o!
przestałam być wyjątkiem.
Wirus uwił sobie we mnie gniazdko i siedzi strosząc piórka, w wodna kurka!
poniedziałek, 14 marca 2011
piątek, 25 lutego 2011
Pociąg
dziś był krótki i zimny.
Ciekawe, że ta kombinacja do głowy mi nie przyszła.
dobrze, że jutro sobota.
Ciekawe, że ta kombinacja do głowy mi nie przyszła.
dobrze, że jutro sobota.
środa, 23 lutego 2011
Marketing
Można ambitnie zdobywać coraz to wyższe poziomy jakości. Szukać nowych i dogodniejszych rozwiązań. Codziennie udowadniać, że jest się lepszym. I tym kusić klientów. Ale nie jest to warunek bezwzględny, jedyny i konieczny. Nie tylko za tę walutę udaje się nabyć klienta. Można bowiem pogorszyć dotychczas oferowane beznadziejne warunki. Zrównać z ziemią resztki ruin prezencji firmy. Zbudować kontrast źle – gorzej. I odnieść sukces.
Dziś dołączono do mojego pociągu dodatkowy skład. W związku z czym od samego rana mogłam oddać się rozpuście i usiąść. Jednakowoż, gdy zajęłam się konsumpcją ofiarowanego mi komfortu, okazało się, że został mi on podstępnie podany na zardzewiałej, ohydnej tacy, GDYŻ I BO w pociągu nie grzano. TO ZNACZY grzano, jak uparcie twierdziła Pani Konduktor, ale nie było czuć ciepła:) Ciepło rozeszło się po wydłużonym pociągu, wyleciało szparami okien do ciepłych krajów lub, co bardziej leniwe, wkulnęło się w brudne przytulne zakamarki i zasnęło. I nijak nie dało się zauważyć jego puszystego miłego futerka.
- bilety do kontroli
- nie pokażę pani, bo mam zgrabiałe ręce – uparła się pasażerka – dlaczego nie grzejecie?
- ależ grzejemy – odrzekła konduktorka i, dusząc w sobie pragnienie skasowania biletu, uciekła (sic!). Śladem ciepła zapewne :)
normalnie tęsknię za moim krótkim pociągiem, który wprawdzie posiadaną długością nie miałby szans konkurować z wypalonym petem, acz jednak. Tam, pod jego siedzeniami, tlił się jakiś żar.
Dziś dołączono do mojego pociągu dodatkowy skład. W związku z czym od samego rana mogłam oddać się rozpuście i usiąść. Jednakowoż, gdy zajęłam się konsumpcją ofiarowanego mi komfortu, okazało się, że został mi on podstępnie podany na zardzewiałej, ohydnej tacy, GDYŻ I BO w pociągu nie grzano. TO ZNACZY grzano, jak uparcie twierdziła Pani Konduktor, ale nie było czuć ciepła:) Ciepło rozeszło się po wydłużonym pociągu, wyleciało szparami okien do ciepłych krajów lub, co bardziej leniwe, wkulnęło się w brudne przytulne zakamarki i zasnęło. I nijak nie dało się zauważyć jego puszystego miłego futerka.
- bilety do kontroli
- nie pokażę pani, bo mam zgrabiałe ręce – uparła się pasażerka – dlaczego nie grzejecie?
- ależ grzejemy – odrzekła konduktorka i, dusząc w sobie pragnienie skasowania biletu, uciekła (sic!). Śladem ciepła zapewne :)
normalnie tęsknię za moim krótkim pociągiem, który wprawdzie posiadaną długością nie miałby szans konkurować z wypalonym petem, acz jednak. Tam, pod jego siedzeniami, tlił się jakiś żar.
poniedziałek, 21 lutego 2011
Luty
czyli ostatnie zimy minuty
- Zima nie daje za wygraną – oznajmiło mi z rana radosnym głosem radio.
Owszem. Może i nie daje. To znaczy, rzeczywiście nie daje. Bo trudno zaprzeczyć temu, co widzę za oknem. Ale to jej ostanie wierzgnięcie. Ostatni zryw. Ostatni dech. I niemrawe machnięcie otępiałym mieczem. Lada chwila wyzionie ducha nielitościwie przeszyta wydłużającą się ostrą szablą dnia.
U HA HA.
A ja zatańczę na jej grobie
na jej grobie zaśpiewam
bo serca, jak wiadomo,
do zimy ja nie mam.
- Zima nie daje za wygraną – oznajmiło mi z rana radosnym głosem radio.
Owszem. Może i nie daje. To znaczy, rzeczywiście nie daje. Bo trudno zaprzeczyć temu, co widzę za oknem. Ale to jej ostanie wierzgnięcie. Ostatni zryw. Ostatni dech. I niemrawe machnięcie otępiałym mieczem. Lada chwila wyzionie ducha nielitościwie przeszyta wydłużającą się ostrą szablą dnia.
U HA HA.
A ja zatańczę na jej grobie
na jej grobie zaśpiewam
bo serca, jak wiadomo,
do zimy ja nie mam.
Subskrybuj:
Posty (Atom)