środa, 21 maja 2014

inauguracyjny atak



wczoraj w dusznym tramwaju
ostra woń potu
wbiła się w mój czuły narząd powonienia

więc nos mój bogato krwawi
co znaczy,
że lato już w mieście bawi
:)

Jak zwykle przyszło ni stąd ni zowąd. Po chłodach na miarę późnego listopada BUM od razu upał.
Zatem oczywiście czas na banał:
- czy jest pani zaskoczona?
- tak. jestem zaskoczona i nie mam się w co ubrać.
Choć paradoksalnie wczoraj na otwarciu gorąca bram ubrana byłam aż za bardzo.
Dlatego też, smutki na bok!, nadszedł czas się obnażania, a nie ubierania.
Czas wielkich oszczędności.

Ha, ha! 

środa, 7 maja 2014

Pobudka wstać – koniom wody dać


Mamo. Tato.
Wyszłam na ludzi.
I to na wielu.
Z twarzy zdaję się znajoma
Prawie każdemu.


To, odkąd pamiętam, się zdarza. Ale ostatnio częstotliwość tego zjawiska niepokojąco wzrosła.
Rzecz zazwyczaj dzieje się w drodze powrotnej do domu.
Namierzają mnie pasażerowie z miejscowości znajdujących się przed moją stacją. Rozpoznanie z ich strony jest nieomylne i murowane. Niech nikomu się nie zdaje, że im się zdaje. O nie. Oni są pewni. Są pewni i się nie mylą.  Są saperami i chcą mnie wysadzić.  
Dlatego w momencie, gdy widzą, że drzemię zamiast zbierać się z nimi do wyjścia z pociągu - przechodzą do rękoczynów, czyli do bezpardonowego wyrywania mnie ze snu.  Trącają me ramię, szturchają kolana, klepią me dłonie…

- halo, proszę panią! To już stacja P. !
- boże, ale mnie pan wystraszył…. co się stało?!
- nie wysiada pani?
- a gdzie jesteśmy?
- w P.
- a, to nie!
- NIE?!
- nie. To nie moja stacja…
- to pani tu nie mieszka?
- nie…

Fundują mi niepotrzebną pobudkę. Przez nich już w dalszej trasie nie usnę. Po gwałtownym obudzeniu trudno ot tak sobie wrócić do napoczętej drzemki. Raz przerwaną trudno na szybko odszykować i wpaść w nią z takim samym smakiem na nowo. Oczywiście można spróbować związać ją ponownie, niczym zerwane sznurowadło. Ale to już prowizorka. Jakość daleko poniżej normy. Przyjemność porównywalna z piciem zwietrzałego wina; ze spaniem w zatęchłej pościeli; z wieczornym dojadaniem kanapki, którą przygotowaliśmy sobie o świcie, ale zapomnieliśmy wziąć do pracy. Wiecie w czym rzecz. Te błędne diagnozy współpasażerów bezpowrotnie zabierają mi wypoczynek, który, jako zasłużony, wycenie nie podlega. Ale mimo wszystko doceniam ten odruch.

Dostrzegam w tej niedźwiedziej łapie gest pełen sympatii i opiekuńczości. Choć nie do końca wyraża on troskę o mnie, a jedynie o tę osobę do mnie podobną, która nigdy się nie dowie, że są w jej miejscowości ludzie, którzy martwią się, by nie przespała swojego przystanku, by zdążyła na obiad i by nie zapłaciła mandatu za jazdę na gapę w dalszej trasie.   

To ich serdeczne zachowanie wzrusza mnie nawet nieco za bardzo. Że aż się boję, że za n-tym razem podziękuję, bezmyślnie wysiądę wraz z nimi i zacznę poić cudze konie:).  
Przed tym odruchem, jak na razie, powstrzymuje mnie wizja kolejnej godziny czekania na pociąg. I to na obcej mi stacji. I może jeszcze w majowym mrozie…brrr  DLATEGO:    

- proszę się obudzić jesteśmy już w M.
- co takiego?
- proszę się obudzić.
- ale ja jadę dalej.
- to pani nie jest z M.
- nie
- głowę bym dała, że znam panią z przystanku…


Nie bądźcie tak rozrzutni
Nie szastajcie głowami, jakbyście byli, najmniej!, trójgłowymi smokami.

środa, 30 kwietnia 2014

Glejt


 z serii przychodzi osiołek i …

- czy pani może opieczętować ten druk?
- tak, o ile ma pan wszystkie podpisy …
- proszę

I w tym momencie na moje ręce złożony zostaje papier przypominający szmatę. Znać po jego zmasakrowanym ciele, że biedak po drodze przygód miał wiele; że przeszedł nieszczęśnik w życiu niemało, że nieźle mu się od osła dostało… Jest brudny i niemiłosiernie wymięty, przez kubek herbaty wyraźnie kopnięty…

Chwytam wymownie w dwa palce ten świstek,
ten dokumentu wrak,
ten niezbity dowód,
że osłu taktu brak: 

- ten druk wygląda, jakby szedł do mnie kilka lat, wzdłuż i wszerz, przez cały świat.
- tak. Wiem, że termin minął, ale nie mogłem być wcześniej.

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Bezwstydna



Źródłosłów: tutajtutaj


To wyróżnienie  ją zaskoczyło
 - JA MIANOWANA MAKABR()Ą ?!
Ja -  taka potężna, MO NU MEN TAL NA?
Dla mnie ta nagroda ze wszech miar koszmarna?

- Jak tak można? Kobiecie?! Co z tego, żem z betonu?!
– łkała Pani Galeria cichutko, po kryjomu
i silnymi strumieniami lała się z niej woda,
aż sufit się zawalił!
Lecz szkody tej nie szkoda.

Choć zniesławionej serce się złamało,
To tutaj - Nikomu nic się nie stało
oświadczył kapitan straży pożarnej,
nie widząc Galerii rozpaczy czarnej.

A i żałoby nikt nie ogłasza, tylko pretensje,
bo dlaczego zniszczenia  JEDYNIE na drugim piętrze?
bo dlaczego nie zapadła się pod ziemię cała?
Wstydu nie ma!
Ta nie warta Poznania zakała!