piątek, 11 lutego 2011

Zima

Od początku stycznia media bardzo się nią opiekują; trzymają ją pod swymi skrzydłami i odkąd biedaczka niedomaga nieustająco i niezmordowanie dodają jej otuchy, że będzie lepiej, że już wkrótce temperatura spadnie, a ona znów w pełni sił, w aureoli śniegu stanie na własnych w lodzie ciosanych nogach.
Samarytanie, psia kość. Naprawdę się starają. Od miesiąca z okładem chodzą wokół dogorywającej zimy na paluszkach i z zatroskanym czołem mydlą jej oczy. Każdego dnia dla jej dobra maskują prawdę i w eterze ich alarmujący ton głosu bezwstydnie minus jeden pakuje w minus dwadzieścia, słaby opad śniegu kamufluje w zacinającą z ukosa śnieżycę, a wiatr nadyma do wichury.

A mnie nie obchodzi stan krytyczny zimy. Najchętniej odłączyłabym kroplówkę z medialnymi zaklęciami, poduszkę do ust przyłożyła i dobiła…o tak. DOBIŁA..
Bo jest dobrze. Takie zimy lubię. Schorowane i mizerne, osłabione gorączką, bez mroźnego tchu i bez szronu na czole.

Prognoza radiowa dziś mojego przyjaciela ptaka nie zagłuszyła. Znów się rozśpiewał, na pohybel zimie!!!
:)

środa, 9 lutego 2011

szus szus

Ostatnio wszyscy jeżdżą na narty. Systematycznie spotykam kogoś, kto właśnie jedzie, kto zaraz pojedzie, lub kto właśnie wrócił z.
Ale grzbiety gór nie drżą w przeczuciu tego zmasowanego ataku. One tylko nadziwić się nie mogą, że jest w ludziach aż takie zapotrzebowanie na
się staczanie.

czwartek, 3 lutego 2011

o miłości zrodzonej ze złości

Jej ojca/siostry nie cierpię. To królestwo monotonii najnowszych nowości. Nudny wysoki majestat się bawi i na uszach gawiedzi z zimną krwią zarzyna świeże przeboje! Muzykę z lubością magluje, radośnie wyciska, z mlaskiem wysysa do cna i wypluwa z suchym grzechotem. A turlająca się jeszcze przez chwilę na antenie pestka-nutka, w drodze do najdalszego, zapajęczonego kąta, budzi w słuchaczu już tylko, przepełnione nudą i zniecierpliwieniem, westchnienie.

Chilli Zet natomiast, stacja córka, albo stacja siostra, jak kto woli, łagodzi moje nastroje, koi nerwy, kołysze i tuli…a co najważniejsze - nie gnębi popowymi szlagierami

odkryłam niedawno
zakochałam się
i tak trwam
zwłaszcza w pracy
polecam.

środa, 2 lutego 2011

Wenus z Milo

Coraz częściej wydaje mi się, że wiosna już! już!!!!! już się szykuje do natarcia. i już!!! już przysłała swe sługi, co by oporządziły ziemię na jej przyjście.
Tak. Wiem, że dopiero weszliśmy podkutymi butami w luty, ale Pan Ptak, z którym co rano po otwarciu służbowego okna sobie gawędzę, wyraźnie wyśpiewuje mi, że zaraz będzie ciepło, rychło dzień długi, a w nim słońce, które wnet i bezlitośnie rozprawi się z materią od półrocza bez pardonu osaczającą nasze biedne ciała. Lada chwila tony bawełny ciążące nam na grzbietach stopią się. I spłyną po nas kurtki, czapki, szale, rękawiczki, golfy… i wyjdziemy z wielkiej spienionej dzianinowej kałuży odrodzeni, piękni, wolni... szczęśliwi
Jeszcze chwila - mówi Ptak – a będzie właśnie tak.
:)

PS. byle nie na wspak;)