środa, 13 lipca 2011

Azymut

Ażeby nie popaść w totalne lenistwo i nie zapaść się po szyję w jego demobilizujących poduchach zapisałam się (WATCH OUT!!!!) na wakacyjny kurs językowy. Jako właściciel lichej woli wiem, że jak tylko zaniecham (a zaniecham!, jeśli nie zmuszę się do pracy z góry opłaconym kursem) wszystko, co do tej pory z takim trudem wchłonęłam, wyparuje z mej głowy raz dwa. Wyleci uszami, nosem, ustami, każdym porem… (aż mój łeb będzie pustym worem)

Niestety przemyślnie przeze mnie zaplanowana edukacja zawisła właśnie na włosku. A jak znam swoje szczęście jest to najbardziej osłabiony, wysuszony, zniszczony i do tego pewnikiem rozdwojony włos z tlenionej głowy losu mego.
Grupy utworzyły się bez problemu na godzinę 19tą (już są po kilku zajęciach), natomiast godzina, na którą ja postawiłam - 16ta, wciąż nie ma wzięcia. Dlatego, zamiast składać frazy i uzupełniać luki w ćwiczeniach, nadal czekam, bo jeszcze prosimy o cierpliwość.

Będzie mi bardzo, bardzo szkoda i smutno, jak się nie uda.
Bo zaprawdę własnoręczne oliwienie głowy w samotności słabo mi wychodzi, by nie napisać, że zawsze kończy się totalną porażką. Dlatego, dalibóg!, przestańcie z tymi wygłupami i zapisujcie się na kursy. Będziemy razem w grupie!!! Zaprawdę już mocniejszego argumentu nie mam;))))

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz